niedziela, 29 października 2017

Rozdział 8

Nie mam pojęcia, co znaczy ten gest, ale jest bardzo miły. Dawno nie czułam jego dotyku. Patrzę na niego przez moje zaszklone oczy. Widzę, że się zmienił i to bardzo. Na twarzy widać, małe blizny, gdybym nie stała tak blisko to bym pewnie ich nie zauważyła. Usta ma czerwone, z resztą tak jak zawsze, a na jego policzkach pojawiły się rumieńce. A w błękicie jego oczu mogę się zatopić. Tak dawno nie patrzyłam w te piękne oczy... Zastygamy w takiej pozycji dobre parę chwil, ponieważ mały Jay zaczyna płakać. Z góry zbiega Johanna i Annie, ródowłosa zabiera mi maluszka i razem z Jo znikają na górze, a ja i Peeta stoimy na przeciw siebie. Nie mam zielonego pojęcia, co zrobić, dlatego też chcę pójść do kuchni pozmywać naczynia. Nagle czuje ciepłą dłoń na ramieniu, wiem ze to ręką Peety, dlatego odwracam się do niego twarzą i po raz kolejny zatapiam się w jego oczach.

- Katniss, musimy porozmawiać.... Albo chociaż Ty posłuchaj co mam do powiedzenia. - Peeta mówi z pełnym spokojem i powagą.

- Dobrze.... Porozmawiajmy - Nie wiem dlaczego, ale mówię szeptem.

Piekarz spłata nasze dłonie i podążamy po schodach do jego pokoju. On stwierdził, że będzie bezpieczniej, bo nikt nie będzie nam przeszkadzał. Peeta otwiera mi drzwi do pokoju i wchodzimy do niego. Jest on ułożony zupełnie tak jak mój, wszystko tak samo tyle, że ubrania Peety są rozpakowane po szafach i szufladach, a jego walizka leży w rogu. Łóżko jest pościelone, drzwi od łazienki są orwarte, więc widzę przez nie jego szczoteczkę od zębów i inne przyrządy do goleni, ale pewna nie jestem czy do twgo służą. Mniejsza o to....  Stoję jak głupia na środku pokoju, a Peeta ręką daje mi znak, abym usiadła obok niego na fotelu, którego wcześniej nie widziałam. Przechodzę obok niego, żeby usiąść na drugim fotelu, a Peeta nagle chwyta mnie za rękę i sądzą mnie na swoich kolanach. Nie wiem co mam zrobić. Siadam i się po prostu do niego przytulam. Tak dawno się do nigo nie przytulałm. Tak mi go brakuje.....

wtorek, 4 lipca 2017

Rozdział 7







Oby Peeta miał racje, co do tego, że Jo się pomyliła... Chociaż w głębi duszy czuje coś niepokojącego. Jest to uczucie nie do opisania. Słyszę, że ktoś od klucza stalowe drzwi, nagle przez ułamek sekundy widziałam czyste Słońce ,cudowny widok. Wszyscy dotychczasowi lokatorzy zbierają się przy schodach, a zza drzwi wychodzi Ona... Dawno jej nie widziałam, nawet się nie zmieniła, cały czas ma te same rude włosy i promienną twarz, jest jeden drobny szczegół, do którego mogłabym się przyczepić, a mianowicie na jej rękach jest maluszek, który może mieć już 4 miesiące, maleństwo jest zaskakująco podobne do Finnicka...

-Annie...-jedynie to zdołam z siebie wydusić, dlatego też nie zwlekam na decyzję innych i powoli podchodzę się przywitać z moją przyjaciółką.
Kiedy jestem już wystarczająco blisko, patrzę jej głęboko w oczy i widzę smutek, a zarazem szczęście. Cieszę się, że po śmierci męża zdołała odnaleźć szczęście i spokój. Kątem oka widzę, że Peeta podchodzi z tym samym tempem co ja i staje tuż obok mnie, dzielą nas milimetry. Annie patrzy na nas z szerokim uśniechem na twarzy i oznajmia, że ten mały chłopczyk nazywa się Jay.

- Chcesz go potrzymać?- Annie zwraca się do Peety, lecz ten nie jest zbyt przekonany
- Przepraszam Annie, ale boje się, że połamie Go moimi łapskami, lepiej niech Katniss potrzyma Jaya. - mówi i patrzy mi prosto w oczy, a ja nie mam jak zaprzeczyć ponieważ mam już młodszą kopie Finnicka w ramionach. WOW! Nigdy się tak nie czułam nawet, gdy mama pozwalała mi potrzymać Prim, kiedy była jeszcze malutką dziewczynką. Czuje jak jedna łza spływa mi po policzku. Moja mała, kochana Prim, której już z nami nie ma... Annie poszła się przywitać z resztą, a Jay, Peeta i ja stoimy tak jak staliśmy, łzy po moich policzkach spłuwają coraz szybciej jedna po drugiej spadając na drobne włoski synka Annie i Finnicka. Chcę otrzeć łzy, lecz boje się, że upószcze małego, Peeta widząc ten precedens ociera je swoimi ciepłymi rękami, które pachną pieczonym chlebem.




wtorek, 21 lutego 2017

Rozdział 6

Trwa to zaledwie sekundę.
Odzyskuję przytomność jeszcze zanim uderzam o ziemię. Na ułamek sekundy wpadam w panikę i nie wiem co zrobić, aż ponownie odnajduję mięśnie i poruszam kończynami. Zdążam sięgnąć ręką za plecy i podeprzeć się, amortyzując upadek. Mimo to, ląduję mocno na pośladkach, oszczędzając jednak górną część ciała. Krzywię się, bardziej z upokorzenia niż z bólu..
Co właśnie się stało? Czy ja zemdlałam?
Ciężko mi się myśli. Mój mózg pracuj na zwolnionych obrotach.  Może po prostu jestem odwodniona? Mało jadłam przez ostatnie dni i słabo śpię. Tak, tak. To na pewno to.
W głębi duszy wiem jednak co się stało. Czuję pieczenie na policzkach i nieprzyjemny dreszcz przechodzi przez całe moje ciało. Mam ochotę zapaść się pod ziemię. Tak bardzo chciałabym, aby istniało inne wytłumaczenie całuj tej sytuacji. Gorączkowo próbuję wymyślić jakieś wytłumaczenie, zanim Peeta podbiegnie do mnie, aby mi pomóc.
- Katniss?
Jest dużo bliżej niż się spodziewałam. Gdyby pospieszył się jeszcze trochę bardziej, zdążyłby mnie pewnie złapać. Przykładam sobie rękę do czoła nie otwierając oczu, ale nic to nie daje. Moje ręce są ciepłe i nie dają ulgi mojemu rozpalonemu umysłowi.
- Katniss? Wszystko dobrze? Odezwij się.
Wzdycham.
- Nic... Nic mi... chyba nie jest. - odszeptuję. - Chyba zasłabłam. Czułam się źle cały dzień. - kłamię.
Słyszę jak wstaje i się oddala. Potem odkręca kran i po chwili kładzie w mojej dłoni chłodną szmatę. Przydałam ją sobie do czoła.
- Chcesz się położyć?
Kiwam głową ciągle z zamkniętymi oczami. Boję się co się może wydarzyć jeśli znowu je otworzę.
- Daj mi chwilkę. - proszę.
- Kręci ci się w głowie.
To nie było pytanie, mimo to, kiwam głową.
- Zaczekaj chwilę. - mówi i znika. Tym razem na trochę dłużej. Siedzę z głową opartą na kolanach, oddychając głęboko. Naprawdę kręci mi się w głowie. Kiedy Peeta wraca, podaje mi ramie. Czuję materiał na pod palcami, więc powoli i ostrożnie otwieram oczy. Ubrał się. Kieruję wzrok wyżej, na jego oczy, w których kryje się niepokój.  - Pomogę ci, zgoda?
Kiwam głową. Podnosi mnie z podłogi i owija swoje amie wokół mojej tali, podtrzymując mnie. Bez jego pomocy miałabym trudności z dostaniem się z powrotem do mojego pokoju. Kiedy dochodzimy do schodów, Peeta kuca i chwyta moje nogi podnosząc mnie w górę. Oddech więźnie mi w gardle.
- Tak będzie łatwiej. - mówi. Kładę głowę na jego piersi nie potrafiąc utrzymać jej w pionie. Czuję kołysanie, więc przyciskam ręcznik mocniej do skroni. Peeta stawia mnie na ziemi tuż przed moim pokojem i otwiera drzwi. Wprowadza mnie do środka i pomaga usiąść na łóżku.
Słyszę głos Haymitcha.
- Co się stało?
- Zasłabła. Przynieś jej trochę zimnej wody i coś do jedzenia. Upiekłem bułki serowe. Są na blacie.
Nie jestem pewna, ale Haymitch chyba kiwa głową i wychodzi. Jest mi niedobrze.
Czuję, że Peeta odchyla poły kołdry.
- Połóż się. Za chwilę powinnaś poczuć się lepiej.
Robię grzecznie co mi karze. Opieram głowę na poduszce.
Haymitch wraca z mim jedzeniem i kładzie je na stoliku nocnym. Czuję smakowity zapach moich ulubionych bułek i czuję łaskotanie w żołądku, które magicznie wyparło nudności.
Haymitch pyta czy potrzeba czegoś jeszcze, ale Peeta go uspokaja.
- Przypilnuję ją chwilę, żeby coś zjadła. Dam sobie radę.
Haymitch wychodzi. Otwieram przymknięte oczy. Peeta odchodzi do mnie i przysiada na skraju łóżka. Podaje mi szklankę z wodą.
- Do dna. - rozkazuje. Wzdycham, ale chwytam za szklankę i pociągam spory łyk. Chcę mu ją oddać, ale kręci głową. - Do dna.
Przewracam oczami i wpijam wszystko.
- Teraz bułka? - pytam słabym głosem. Kiwa głową. Chwytam chleb i rozdzieram go palcami. Jeszcze ciepły. Wkładam kawałek do ust i nie mogę powstrzymać westchnięcia. Peeta się uśmiecha. Zjadam co do okruszka. Peeta kiwa głową, zadowolony.
- Łatwo poszło. - szepcze. - Teraz powinnaś chyba trochę odpocząć.
Oczy rzeczywiści mi się kleją, ale pod innymi względami czuję się dużo lepiej. Kiwam głową. Peeta dotyka mojego ręcznika. Delikatnie muska przy tym rozpaloną skórę. Przechodzi nie dreszcz.
- Namoczę ci ręcznik. - mówi i sięga po niego, ale chwytam jego rękę.
- Możesz tu zostać? Tyko aż zasnę. - proszę.
Patrzy na mnie uważnie. Przygryza policzek i cofa rękę. Ostatecznie kiwa delikatnie głową.
- Tak. Oczywiście, Katniss. Pewnie, że zostanę.
Pokrzepiona tą myślą chwytam go za rękę i zamykam oczy.

Budzę się rankiem. Albo przynajmniej tak mówi mój zegarek. Wskazuje na szóstą dziesięć. Pety nie ma obok mnie. Słyszę trzaśnięcie drzwi i przekręcany zamek, a potem głos.
- Halo?
Migiem odrzucam kołdrę na bok i wyskakuję z łóżka. Moje nogi lekko się chwieją, ale odzyskuję równowagę. Wychodzę na zewnątrz.
- Katniss?
- Johanna!
Podbiegam do niej ostrożnie i obejmuję ją mocno. Johanna chwyta nie w tali i śmieje się głośno.
- Stęskniłaś się, ciemna maso?
- Nawet nie masz pojęcia.
- Gdzie całą reszta?
- Śpią.
Prowadzę Johannę do kuchni, gdzie po raz pierwszy przeprowadzamy inspekcję. Mamy Cały ogromny zapas puszek i słoików, a także mrożonek i suchych składników. Johanna wyciąga z zamrażarki kawał jakiejś żółtej masy.
- Zamrozili masło. - śmieje się.
Znajdujemy suszoną wołowinę, mrożone mięso ale ani śladu nie mrożonych warzyw, owoców, jajek ani pieczywa oprócz bułek Peety,
- Ta królicza nora to nie ma być schronienie na arę dni. - odzywam się. - mamy tutaj spędzić co najmniej miesiące.
Johanna skrywa twarz w dłoniach.
- Tego mi właśnie było trzeba. Kolejnych miesięcy pod ziemią. Hura.
- Czyżbyś używała ironii?
- Coś nowego prawda?
Śmiejemy sie obie, ale krótko i smutno. Obie zdajemy sobie sprawę z faktu, iż jesteśmy uwięzione. Może i na zawsze. Po raz pierwszy taka myśl przychodzi mi do głowy.
W ciszy przedzieramy się przez stosy w spiżarni. Mleko kokosowe, płatki owsiane, suszone owoce. Jest tego masa,
W pewny momencie słyszymy kroki na schodach i do kuchni wchodzi Peeta.
Johanna uśmiecha się smutno na jego widok. On robi to samo. Podchodzą do siebie i obdarowują uściskiem. Nie potrafię sobie wyobrazić jakie potworne wspomnienia przemykają teraz ich umysły.
Kiedy się od siebie odsuwają, eta spogląda w moją stronę.
- Co robicie?
- Przeglądamy zapasy. - odpowiadam. - Wolę wiedzieć na czym stoimy i wygląda na to, że...
- Zostajemy tu na dłużej. - kończy za mnie Johanna. - Zapasów starczy dla dziewięciorga na co najmniej kilka miesięcy, Widziałeś spiżarnie.
Dziewięciorga?
- Wiem. Zorientowałem się już wczoraj. - przyznaje. - Nie podoba mi się to. Wygląda na to, że Paylor nie spodziewa się pokonać kapitolińczyków za szybko. O ile w ogóle.
Wzdycham i kładę dłoń na czole. Odwracam się do nich plecami.
Nie jest dobrze. Nie dam rady przesiedzieć tu tyle czasu. Bez świeżego powietrza, bez Słońca, bez wszystkiego co ma związek z naturą.
- Pójdę się rozpakować. - mówi Johanna. - Zawołajcie mnie na śniadanie.
Słyszę jej kroki na schodach.
- W porządku? - Peeta zbliża się do mnie.
- Nie. - szepczę, - Nic nie jest w porządku. - Odwracam się do niego i staję z nim twarzą w twarz. - Wiesz im jest ta dziewiąta osoba?
Wyglądana skonsternowanego.
- Jaką dziewiąta osobą?
- Johanna powiedziała, że zapasy starczą dla dziewięciu osób na przynajmniej kilka miesięcy, ale zwycięzców jest siedmiu i do tego Effie. Kim jest ta dodatkowa?
Peeta marszczy brwi.
- Może Johanna się pomyliła,
To najprostsza odpowiedź. Sama jednak nie potrafię wymyślić niczego lepszego.
- Pewnie masz rację.
Wzdycham i chowam twarz w dłoniach.

piątek, 10 lutego 2017

Rozdział 5

Wchodzę do ciemnego pomieszczenia, z jednym oknem, które jest zasłonięte pancerną zasłoną, w pokoju stoji duże łóżko i szafa... Jest tak jak w Wiosce Zwycięzców.
Rzucam moją walizkę w kąt, zapalam światło i idę do łazienki się odświeżyć.
Wchodzę do niej widzę dużą wannę wielkie lustro, a pod nią umywalkę i mnóstwo szafek i szuflad. Mam ogromną chęć zanurzyć się w ciepłej wodzie. Idę więc pośpiesznie po rzeczy z walizki, którą zostawiłam w pokoju i zabieram czyste ubrania. Ciemne spodnie, zieloną bluzkę do kompletu z szarym wełnianym swetrem i idę do, uszykowanej już wcześniej kąpieli.

Woda jest ciepła, a piana, która zrobiła się przez olejek, który znalazłam w jednej z szafek. Nienawidzę takich kąpieli, wolę zimny prysznic, ponieważ w tedy nie myślę o tych wszystkich ludziach, którzy zginęli przeze mnie. Niestety, całą resztę dnia tak spędzam, na tym całym rozmyślaniu. Mam ochotę.... Nawet nie wiem na co mam ochotę, jestem tu wyrzutkiem i mogłam nie przyjeżdżać i pozwolić, aby ci terroryści zrobili ze mną to samo co z tymi innymi ludźmi w galerii. Kolejni zabici i może znowu przeze mnie. Czuje jak zimne łzy spływają po moich policzkach. To znak, że czas już wychodzić, powoli wstaję pozwalając ciepłej wodzie ocieknąć z mojego ciała ,jedną nogą przysuwam małe niebieskie coś, które chyba służy do tego, aby po kąpieli nikt się nie poślizgną na płytkach. Rozglądam się po pomieszczeniu, w którym się znajduję lecz nie widzę ani jednego ręcznika, zaczynam szybko przeszukiwać szafki i szuflady, ale jak na złość nie ma żadnego ręcznika. Próbuje sobie przypomnieć czy wzięłam jakiś z domu, niestety Haymitch kazał mi się tak szybko pakować, że wzięłam tylko ubrania z szafy, łuk, broszkę z Kosogłosem i perłę od Peety.... Peeta tęsknie za nim jeszcze bardziej, kiedy jest blisko mnie, ponieważ nie mogę do niego podejść i bez karnie go przytulić czy pocałować, chociażby w policzek. Dzisiaj kiedy lecieliśmy poduszkowcem, miałam lekkie obawy, że Peeta się na mnie rzuci tak jak w Trzynastce lecz po tym jak go zobaczyłam to poczułam, taki przypływ ciepła w środku, miałam nie małą ochotę podbiec do niego i przytulić tak mocno jak jeszcze nigdy. Czuję jak się trzęsę z zimna, jak tak rozmyślałam to moje ciało w większości wyschło, więc mogę już założyć ubranie i zobaczyć resztę domu.

Otwieram drzwi do pokoju, a fala ciepłego powietrza oraz zapach... Serowych bułek????? Nie mam zielonego pojęcia gdzie mam iść, dlatego też idę za tym cudownym zapachem. Po drodze do kuchni mijam kilka pokoi, chyba łazienkę i jakiś schowek. Kiedy dochodzę do schodów, które prowadzą na dół, widzę jak z jednego z pokoi wychodzi Haymitch, który mnie dostrzega i kiwa głową przecząco, lecz ja nie mam pojęcia o co mu chodzi. Nie zastanawiając się dłużej omijam Haymitch'a i schodzę na dół do kuchni.
Wystrój kuchni jest... normalny taki jak wszystkie kuchnie. Obok okna są jakieś otwarte drzwi, myślę że jest to jakiś schowek, czy coś w ten deseń. Nagle z niego wychodzi Peeta, bez niczego... Znaczy bez koszulki. Chcę wyjść z kuchni, ale nagle czuje uderzenie i tracę przytomność.



---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Mam nadzieję, że pomimo naszej nie obecności rozdział Wam się spodoba.~~P